Jezus powiedział w ewangelii Łukasza:

Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno by się nawróciły, siedząc w worze i popiele. Toteż Tyrowi i Sydonowi lżej będzie na sądzie niżeli wam.
A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz!
Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał.

Jezus ubolewa, że wzgardzono jego cudami. Cóż, kiedy repertuar tych cudów nie wykraczał wiele poza repertuar zwykłego czarnoksiężnika tamtych czasów. Morze Śródziemne w tę i z powrotem przemierzały tysiące cudotwórców i szarlatanów. Świadczą o tym choćby relacje o Apoloniuszu w Tyany, czy wzmianki o czarownikach w samej Biblii, w Dziejach Apostolskich. W Tyrze i Sydonie codziennie ogłaszano takie czy inne cuda, uzdrowienia, egzorcyzmy i całą resztę. Nawet wskrzeszenie Łazarza, o którymś z jakiegoś powodu  wspomina tylko jeden ewangelista, niewiele się różni od wskrzeszeń,których dokonywali inni. Nawet przypisy chrześcijańskich wydań Biblii zawierają czasem uwagę, iż wskrzesić człowieka do trzech dni po “śmierci” było w zakresie ówczesnych cudotwórców, a Jezus dokonał tego samego zaledwie dzień później. Nie dziwi to, gdy wziąć pod uwagę ówczesny stan wiedzy o różnych stanach chorobowych. Świat antyczny miał o tyle więcej cudów od naszego, o ile więcej było w nim niewiedzy i przesądów.

Weźmy nasze czasy. Czyżby chrześcijańscy uzdrowiciele w rodzaju pobożnego ojca B., co to miał wskrzesić wielu ludzi w Afryce, mieli monopol na cuda? Nie. Uzdrawia Allah, bóstwa plemienne sprowadzają deszcz lub zarazę, egzorcyzmują buddyjscy mnisi. Mało kto jednak wobec tych cudowności siedzi w prochu i popiele, a już zwłaszcza rządzący wielkimi kupieckimi korporacjami, jakimi w czasach Ewangelii były miasta Tyr i Sydon, maja w nosie pokutę za grzechy.

Na razie jednak wykazałam tylko megalomanię autora powyższych słów*. Lecz jest w nich jeszcze coś gorszego.

Jezus sugeruje w niewybredny sposób istnienie odpowiedzialności zbiorowej. Do Otchłani mają zejść całe miasteczka, jakby wszyscy w nich byli jednakowo źli. Otchłań nie brzmi przyjemnie i oznacza krainę umarłych, a fakt, że ma to być kara przywołuje na myśl piekło. Jak to tłumaczył mi ksiądz przed I komunią, piekło jest wieczne. Rodziny z miasteczek, ktore nie odpowiedziały z należytą pokorą na wizytę Jezusa zejdą do piwnicy, w której Bóg pozwala bez ograniczeń torturować ludzi. Do miejsca, gdzie nie można mieć nadziei nawet na śmierć. Co można na to powiedzieć? Biada!

Biada wszystkim, którzy wierzą, że są to słowa Boga, wyższej inteligencji kierującej światem. W rzeczy samej, za tymi pogróżkami stoi niższa inteligencja, łatwa w identyfikacji. O, tu się ujawnia:

Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał

Od początku tylko o to chodziło – o Jezusową gwarancję szacunku dla apostołów i ich następców, czyli biskupów. Kto się ich nie słucha, bądź się z nich śmieje, obrażając ich uczucia religijne, podzieli los Korozain i Betsaidy. Biada, otchłań, ognie piekielne, co też kapłani konsekwentnie wykładali przez kolejne stulecia. Całe to opowiadanie nie jest owocem modlitwy cichego i pokornego Jezusa, ale właśnie ukuli je ludzie chcący rządzić innymi za pomocą religii. Pokazali siebie jako stojących na pierwszej lini w imieniu Boga i jak po łańcuszku, przez apostołów i Jezusa, można dojśc do władzy Najwyższej, która nie żartuje, co wie każdy, kto przeczytał Biblię. Księgę o miasteczkach strącanych do piekieł.

*- to chrześcijańskie założenie oparte na lichych dowodach. Najpewniej ktoś Jezusowi te słowa przypisał.

Advertisements