Nowelizacja kodeksu karnego, wchodząca dziś w życie pociągnęła za sobą szybką reakcję kościoła. Nieco ponad miesiąc temu biskupi przegłosowali zmiany w dokumencie, nad którymi wcześniej pewnie trudzili się kościelni prawnicy, a który ma uczynić stanowisko Kościoła w sprawie zbrodni na dzieciach jeszcze bardziej nieprzejednanym. Czy to w ogóle możliwe? Odsuwając takie żarty na bok, chcę napisać o kilku narzucających się myślach:

Po pierwsze, to stary, wcale nie dobry Kościół katolicki.

Organizacja mająca długie tradycje sądownictwa równoległego do sądów krajowych, w średniowieczu i potem długo jeszcze sprawa księdza – przestępcy, i jego ewentualnych zbrodni była zastrzeżona dla Kościoła. Ten dokument to dalekie echo tego stanu rzeczy. Wcześniejsze “wytyczne” były jeszcze bliżej zasad starego, nieznającego mediów świata, gdzie korporacyjne brudy można było prać po cichu w Bożych, wolno piorących pralkach, z gatunku “przeniesienia na inną parafię” czy “pokuty w zakonie”, czy nawet “misji na Ukrainie”. Ta nowa instrukcja znów “zmienia wszystko” i radykalizuje “wytyczne”, jednak nie ma w niej nic konkretnego, co sprawiałoby, że sprawy nie mogą zostać z grubsza po staremu. Co to znaczy? Tradycyjnie w przypadkach pedofilii biskupi i księża kierowali się najwyższą zasadą prawa kanonicznego, że “salus animarum lex suprema”, co znaczy, że zbawienie dusz jest najwyższą zasadą postępowania, co w praktyce prowadzi do takiego “nadprzyrodzonego” patrzenia na sprawy: krzywda dziecka jest złem, prawda. Ale o ileż większym złem będzie zgorszenie ludzi, “prostych wiernych”, których upadek kapłana mógłby przyprawić o wątpliwości co do nauczania Kościoła, a może i istnienia Pana Boga. Krzywda dziecka jest czasowa, reperkusje dla ludzi, którzy mogliby stracić wiarę – wieczne. Sami widzicie, że nie ma tu nad czym się zastanawiać, tylko “unikać zgorszenia” za wszelką cenę. To, że jest ono gorsze od oczyszczania brudów wynika z typowo religijnego i korporacyjnego sposobu myślenia. Nie jest on powszechny wśród katolików, wielu myśli bardziej po ludzku, lub bardziej długofalowo, słusznie oceniając, że czasy zamiatania pod dywan w dobie internetu to jak zbieranie amunicji na własne kamieniowanie. Ale tu mówimy o Kościele jako o organizacji, a ta zmienia się niechętnie i dzisiejsze wytyczne to akcja z gatunku dbania o public relations, okazja do powtórzenia śmiesznego “my się oczyszczamy jako pierwsi, czas na inne grupy zawodowe”, bez szans na głębszą zmianę.

Po drugie, media w kraju nad Wisłą, te właśnie rzekomo laickie i atakujące Kościół w takich momentach robią z siebie Radio Maryja, albo i gorzej.

W artykule z Onetu, dziennikarz bierze każde słowo episkopatu za prawdę, czym musi swoją drogą nieźle rozbawiać facetów w purpurze. Wiem, że to notka informacyjna, lecz mimo wszystko nadmiernie naiwna. Weźmy kwestię tajemnicy spowiedzi. Roztropni pasterze chronią świętości, więc nie biorą nawet pod uwagę możliwości, mogło być inaczej: niepoinformowanie o molestowaniu może grozić w prawie krajowym pozbawieniem wolności do lat trzech, ale spowiednik jest spod tego wyłączony. To znaczy, jeśli wie o czymś ze spowiedzi, ma milczeć. Nie chcę wchodzić tu w dyskusję o samej spowiedzi i jej relacji do świeckiego Państwa. Dziennikarz nie zauważył jednak, że furtka “roztropnego milczenia” jest otwarta nawet szerzej, gdyż samo kierownictwo duchowe (polegające z grubsza na rozmowach o życiu duchowym, rozterkach, itd., nie będących spowiedzią) wystarcza, by ksiądz miał prawo pobożnie milczeć na temat pedofilii. Kto to zdefiniuje i kto określi tego granice, gdzie się kończy owo kierownictwo? Tego nie wiadomo i o to dziennikarz rzecznika Episkopatu, ks. Rytela-Adrianika nie pytał.

Po trzecie, dokument ten niewiele znaczy.

Kościół radził sobie świetnie przez dwa tysiąclecia bez wytycznych w sprawie pedofilii, błogosławił śluby dzieci, bo “takie były czasy” i uwarunkowania. Dziś też próbuje sobie radzić, bo czasy, na szczęście, zmieniły się, a sprawy molestowania stały się wielkim katalizatorem odchodzenia wiernych od Kościoła na Zachodzie. Biskupi, nawet jeśli wielu z nich naprawdę szczerze chce zmienić podchodzenie do zbrodni na dzieciach ( tez przecież są ci purpuraci ludźmi, mają swoje sumienia), to w praktyce są zakładnikami swoich braci. Co może zrobić biskup, który chce pozbyć się potwora w sutannie ze swojej diecezji, a ten mu na to grozi, że wobec tego pójdzie do mediów i powie wszystko, co wie – co przez długie lata w diecezji się wyrabiało. Zwłaszcza w czasach PRL, gdy środowisko kościelne miało w sobie coś z oblężonej twierdzy i było bardziej hermetyczne. Co więc zrobi ten dobry biskup? Wydali księdza i poczeka na wybuch puszki pandory, czy w drodze dialogu dojdzie z nim do porozumienia i da mu cichy kącik? No właśnie.

Po czwarte, dokument wiele nam mówi.

Choćby to, że episkopat, czyli prawdopodobnie jedyne grono ludzi wiedzących, jaka jest skala pedofilii wśród duchownych, boi się nie tylko wewnętrznego szantażu swojego środowiska, lecz także konsekwencji wypłynięcia tych brudów. Ich kontrola i zdolność do uników z roku na rok się zmniejsza, słychać z Australii, że prokuratorzy nie szanują nawet kardynalskiej godności Pella i badają sprawy sprzed lat. W Polsce może do tego nigdy nie dojdzie, może wcześniej episkopat wymrze a ludzie zapomną o katolicyzmie, ale no właśnie – może. Może zaś skandale wreszcie nami wstrząsną. Wytyczne te mają być tarczą na czas takiego “ataku na Kościół”. Wtedy biskupi powiedzą, że od dawna dbają i współpracują, że jest zero tolerancji i generalnie nie mają sobie nic do zarzucenia, choć w praktyce postępują tak, jak w Radomsku. Zapowiedź tego słychać już w słowach ich rzecznika, który w rozmowie z Onetem nie omieszkał zwrócić uwagę dziennikarza na fakt, że “Kościół katolicki jako jedyny opracował wytyczne ws. przypadków pedofilii, teraz czas na kolejne grupy zawodowe i społeczne”. Biorąc pod uwagę niedawną sprawę molestowania z Radomska, rozumiem te słowa jako wstęp do prac nad dokumentem o pedofilii wśród zakrystianów i kościelnych.

PS. Te dwa linki z Radomskiem odnoszą się do dwu różnych, ale równie wstrząsających spraw.

Advertisements